„Wszyscy powinniśmy być feministami” – Chimamanda Ngozi Adichie

Chimamanda Ngozi Adichie w świecie literatury znana jest przede wszystkim, jako autorka szeroko komentowanej „Amerykaany”. Częścią popkultury stała się natomiast za sprawą niekwestionowanej królowej muzyki – Beyonce, która wykorzystała fragment jej wykładu w utworze „Flawless”. To w nim, niczego niespodziewający się fan Queen B, ma okazję usłyszeć wypowiedzianą przez Adichie definicję feminizmu.

„Wszyscy powinniśmy być feministami” jest zmodyfikowaną wersją wykładu, który autorka wygłosiła w grudniu 2012. Dla wielu kobiet ta cieniutka książeczka jest już dziełem kultowym. Pojawiają się w niej tematy często poruszane w dyskusji o feminizmie: nierówne płace; dyskryminacja; przypisanie przez pryzmat płci konkretnej roli w społeczeństwie. Na podstawie własnych doświadczeń, bądź też przywołując opowieści koleżanek, autorka przytacza sytuacje, w których płeć  odegrała kluczową rolę. Adichie tworzy własną definicję feminizmu i zastanawia się, dlaczego bycie feministą przez wielu jest pejoratywnie postrzegane. Pisarka mówi o tym, jaką krzywdę wyrządzamy dziewczynkom chcąc, aby za bardzo „nie wychylały” się ze swoim intelektem, pasjami, umiejętnościami. Cytuje „Możesz mieć ambicje, ale nie przesadne”. Przywołuje również głęboko zakorzenione przekonanie, że priorytetem kobiety powinno być dążenie do zawarcia małżeństwa. „Kobieta powinna być taka, jaką chce ją widzieć jej mężczyzna” (pozwoliłam sobie zacytować Panią Terlikowską, ponieważ jej słowa idealnie oddają to, o czym pisze Adichie).

Bez wątpienia „Wszyscy powinniśmy być feministami” to rzecz potrzebna i warta uwagi. Nie należy jednak oczekiwać przebłysków geniuszu czy głębokiej analizy tematu. Są to raczej poparte osobistymi przeżyciami refleksje, dotyczące wybranych przez pisarkę tematów, aniżeli leksykon grzechów popełnianych wobec kobiet. Przy problemach, które zgłaszają polskie kobiety (chociażby przy okazji Czarnych Marszy) wydaje się, że pisarka podeszła do tematu zbyt łagodnie. Nie mówi o przemocy fizycznej czy molestowaniu, które jak się okazało po akcji #metoo jest ukrytym elementem codzienności.

Myślę, że ten manifest, powinien być traktowany jako wstęp do głębszych rozważań o feminizmie, płci kulturowej czy prawach kobiet. Ciekawostką jest to, że w Szwecji, niedawno ruszyła kampania społeczna, w której tę książkę rozdaje się młodym licealistkom. Przekornie twierdzę, że byłby to lepszy prezent dla mężczyzn.

Dż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *