,,Siła” – Naomi Alderman

Trudno uciec od porównań ,,Siły” do wydanej już ponad trzydzieści lat temu ,,Opowieści podręcznej” Margaret Atwood. Skłania do tego kilka tropów: związany z książką marketing, radośnie sugerujący podobieństwa obu utworów; fakt, że Alderman została niejako zmobilizowana przez autorkę ,,Ślepego zabójcy” do pracy nad tą opowieścią oraz wreszcie najsilniej chyba przemawiające, faktyczne odwrócenie w ,,Sile” fabularnego motywu, stojącego u  podstaw antyutopii z 1985 roku.

Powieść Naomi Alderman to historia, w której kobiety zyskują moc, pozwalającą im na konfrontację z fizyczną, męską dominacją. Tytułowa siła objawia się w postaci narośli pod obojczykiem, pozwalającej na emitowanie wiązki elektrycznej, która może wyjątkowo skutecznie spacyfikować agresora. Szybko jednak okazuje się, że dar, spływający na kobiety nie musi służyć tylko do obrony. Uciskani szybko zamieniają się miejscami z tyranami, w końcu wraz z rozwojem opowieści trudno już jednoznacznie wskazać kto naprawdę jest tym ,,słabym” i komu należy kibicować.

Autorka całkiem nieźle niuansuje cały konflikt, powracając jednak do porównania z pierwszego akapitu trudno nie zauważyć, że do sugestywnej opowieści Atwood wiele jej brakuje. Tym, co moim zdaniem stanowiło o sile oddziaływania ,,Opowieści podręcznej” była stosunkowo prosta konstrukcja intymnej historii o prywatnym piekle jednostki, metaforyzująca cierpienie całego świata. Alderman ambicje ma większe, bo o całym świecie próbuje opowiadać właściwie od pierwszych stron. Historia jest więc rozbita na kilka postaci i wiele miejsc na całym globie, które bohaterowie odwiedzają. Wchodzą ze sobą w niezbyt przekonujące interakcje, snują rozważania na temat zachodzących wydarzeń takich jak rewolucje, kulty jednostki, wypaczona sprawiedliwość. Jakby tego było mało autorka spina całość klamrą sugerującą, że prezentowana opowieść to w rzeczywistości rękopis z przyszłości, tym samym dystansując czytelnika względem całej fabuły, a na koniec zasiewa ziarno niepewności dotyczące tożsamości płciowej narratora.

Można tylko odetchnąć od wymieniania szeregu zabiegów, które w założeniu miały książkę prawdopodobnie uatrakcyjnić i sprawić, że całość nie będzie totalnie jednoznaczna. Trzeba przyznać, że Alderman w udany sposób kreśli niektóre społeczne procesy i przemiany, jakie zachodzą w wymyślonym przez nią świecie. Ja poczułem jednak znużenie wielością wspomnianych zabiegów literackich w tej stosunkowo prostej historii, mówiącej nam o tym, że siła związana jest z tyranią bez względu na płeć, oraz że poza kobietami i mężczyznami jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Nadmierna komplikacja całości okazała się w tym wypadku piętą achillesową autorki.

A.J.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *