,,Ludzie na drzewach” – Hanya Yanagihara

Debiutancka powieść Hanyi Yanagihary z roku 2013, w Polsce ukazuje się w cieniu wielkiej poprzedniczki. Wielkiej w kilku znaczeniach ­– objętościowym, tym dotyczącym ciężaru tematu i wreszcie trudno wytłumaczalnego sukcesu sprzedażowego w naszym kraju. ,,Małe życie” sprzedało się nad Wisłą znacznie lepiej niż w ojczyźnie autorki – Stanach Zjednoczonych. Skrajnych poglądów jednak nie brakowało. Dla części osób historia Jude’a okazała się wstrząsającym emocjonalnym przeżyciem, pozostającym w pamięci na długo. Inni w setkach stron dostrzegli spore pokłady kiczu i emocjonalnego szantażu, który okazywał się po prostu mocno ciężkostrawny.

Osobiście zasiliłbym szeregi obozu drugiego i raczej nie zapisałbym się do fanklubu ,,Małego życia”. Tym bardziej śpieszę donieść, że wcześniejszy o dwa lata debiut Yanagihary to powieść dużo lepsza i przede wszystkim bardziej intrygująca. ,,Ludzie na drzewach” to historia doktora Nortona Periny. Podczas badań prowadzonych na jednej z wysp położonych w Mikronezji, odkrywa on sekret, nadający ogromny impet jego karierze naukowej. Ukryte przed światem plemię, którego rytuały zgłębia Perina, okazuje się skrywać wiedzę, umożliwiającą znaczne przedłużenie ludzkiego życia. Potem idzie już szybko: kolejne publikacje, Nagroda Nobla i powroty na wyspę, z której naukowiec zaczyna przywozić dziesiątki, wymagających jego zdaniem opieki, dzieci. Rytuał niesie ze sobą jednak określone konsekwencje, które sprawiają, że cała sytuacja z biegiem czasu dodatkowo się komplikuje.

,,Ludzie na drzewach” zachwycają przede wszystkim swoją warstwą konstrukcyjną. Widać, że autorka czerpie tutaj od największych: Conrada czy Nabokova. Najważniejsze jednak, że udaje jej się nadać opowieści własną tożsamość. Potężne wrażenie robi więc rozpięcie historii między refleksją na temat nauki a głęboko poruszającym portretem człowieka, narratora, który nieustannie pogrywa sobie z czytelnikiem, wybrane fakty prezentując z zadziwiającą otwartością, inne skrzętnie ukrywając. Niewiarygodny status całej opowieści sprawia, że całość wręcz zachęca do ponownej lektury zaraz po przerzuceniu ostatniej strony.

Z pewnością sporo kontrowersji wzbudzi ostatni rozdział, dodany niejako mimochodem przez fikcyjnego redaktora odpowiedzialnego za kształt całej opowieści. I nie chodzi tutaj nawet o zawartą w nim treść ile o konieczność zawarcia przekazanych w nim informacji. Niektórzy potraktują go jako mocny, wieńczący całość kontrapunkt; inni uznają za zbędne dopowiedzenie pewnych faktów. Tym razem jednak w sporze czytelników Yanagihary wygra literatura. Czegokolwiek bowiem nie powiedzieć by o konstrukcji zakończenia ,,Ludzie na drzewach” pozostaną dla mnie jedną z najciekawszych tegorocznych premier.

AJ

„Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson” – Ewa Winnicka

„Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson” to opowieść o pokojówce z Polski, która „dorobiła” się milionów, poślubiając amerykańskiego potentata branży kosmetycznej. Brzmi jak współczesna wersja historii o Kopciuszku, jednakże Pani Barbara skromnym Kopciuszkiem zdecydowanie nie była.

Ewa Winnicka oddaje głos osobom ściśle związanym z bohaterką i szybko można zauważyć, że ich wypowiedzi dalekie są od pochwał. Jedni wiele jej zawdzięczali, inni nie chcieli mieć z nią nic wspólnego. Jak mantra powtarza się jedno stwierdzenie – Piasecka Johnson miała temperament. Była stanowcza, nie znosiła krytyki, ani sprzeciwu, łatwo wpadała w gniew.

Milionerka, kreślona przez Ewę Winnicką, nie wydaje się skomplikowaną postacią. Jej historia jest dosyć prosta. Wyszła za mąż za bajecznie bogatego mężczyznę, zaczęła kolekcjonować obrazy, chciała pomagać Polakom. Chojną ręką przyznawała stypendia, lecz jak sama później zauważyła, niewiele z obdarowanych osób jej podziękowało.  Większość jej pomysłów mających na celu wsparcie rodaków zakończyła się fiaskiem m.in. chęć uratowania Stoczni Gdańskiej. Barbara była jednak niezłomna i mimo trudności, wciąż znajdowała nowe obszary, na które mogłaby przeznaczyć część swojego majątku i tym samym przyczynić się do rozwoju rodzinnego kraju.

Niezwykle ciekawy jest wątek potomków Sewarda Johnsona – milionera, którego poślubiła bohaterka.  Mamy okazję zajrzeć za kotarę, oddzielającą zwykłych śmiertelników, od obrzydliwie bogatych ludzi. Widok, który ukazuje się naszym oczom, jest daleki od tego, co moglibyśmy określić mianem „i żyli długo i szczęśliwie”. Dzieci Sewarda są chciwe, nieszczęśliwe, zagubione, zepsute, egoistyczne, popadają w uzależnienia, nie mogą się odnaleźć w otaczającej je rzeczywistości.

„Milionerka” to ciekawa historia, która potrafi przykuć uwagę. Można znaleźć w niej wiele interesujących wątków, a dzięki lekkiemu pióru autorki, nie czujemy znużenia, zagłębiając się w meandry sądowej walki pomiędzy członkami rodziny Johnsonów. Czytelnik nie znajdzie w niej przepisu „Jak uwieść milionera i już zawsze być młodą, piękną i bogatą”. Dostanie za to historię o tym, że fortuna nie zawsze oznacza szczęście. Pozna losy kobiety niezrozumianej, o trudnym charakterze, a przy tym wielkiej patriotki, której państwo polskie nigdy należycie nie podziękowało, za jej oddanie.

Dż.

,,Kolej podziemna” – Colson Whitehead

W zalewie narracji na temat epoki niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych Kolej podziemna Colsona Whiteheada wydaje się głosem wyjątkowo ożywczym. Jego książkę na polu literackim można porównać z tym, co w kinie kilka lat temu zrobił Quentin Tarantino, prezentując światu swoje Django. I mowa tutaj oczywiście o wyjątkowości zjawiska i skali oddziaływania, ponieważ artystyczne środki, z których korzystają twórcy, pozostają jednak zgoła odmienne.

Whitehead stawia z jednej strony na dosłowność, z drugiej – na ogrom aluzji, niedopowiedzeń i dwuznaczności. Tytułową kolej podziemną – dziewiętnastowieczną sieć szlaków, umożliwiających niewolnikom z południa ucieczkę na północ, gdzie możliwa była odmiana ich losów­ – przedstawia jako całkowicie realną, podziemną kolejkę, kursującą wydrążonymi tunelami, i przewożącą uciekinierów. Ten stosunkowo prosty zabieg umożliwia mu przedstawienie podróży swojej bohaterki po konkretnych stanach, których obrazy prezentowane są w kolejnych rozdziałach. Ale ten kluczowy dla całej powieści zabieg ma też wymiar bardziej metaforyczny. Kolej staje się miejscem, z którego widoczny jest prawdziwy świat, rzeczywistość nieprzenikniona jak noc, której natura nieustannie umyka oku patrzącego.

Powieść uderza jednak najmocniej za sprawą przemyślanej konstrukcji. Kolejne rozdziały poświęcone poszczególnym stanom, oddzielone są krótkimi fragmentami dotyczącymi bohaterów. To w tych miejscach najpełniej wyraża się kunszt pisarstwa Whiteheada. W niezwykłych miniaturach i przy pomocy wyjątkowo ascetycznego języka potrafi on nakreślić złożony psychologicznie i wiarygodny obraz okrutnego łowcy niewolników, niepewnej żony jednego z abolicjonistów, czy matki głównej bohaterki, której w przeszłości jako jedynej z plantacji powiodła się ucieczka na północ. Ten ostatni fragment pojawia się w końcowej części książki, a jego zaskakująca puenta staje się niejako podsumowaniem całej opowieści. Podsumowaniem wyjątkowo smutnym, ale przenikliwym i pozostającym w pamięci na długo.

AJ