„Z nienawiści do kobiet” – Justyna Kopińska

Justyna Kopińska, autorka szeroko komentowanego reportażu „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” oraz obsypanego nagrodami „Polska odwraca oczy”  powraca z kolejną mocną pozycją. „Z nienawiści do kobiet” to zbiór ośmiu opowieści, które wbrew pozorom nie traktują wyłącznie o kobietach, choć nie brakuje tu ich historii. Historii o molestowaniu, poniżaniu, zastraszaniu. Autorka oddaje im głos, by samej zabrać go dopiero w postaci krótkiej rozmowy z Szymonem Jadczakiem.

Nie sposób określić, która część książki poruszy czytelnika najmocniej. Przy tematach tak trudnych, nie godzi się hierarchizować ludzkiego cierpienia. Różnorodność bohaterów i wydarzeń sprawiają, że budzi się w odbiorcy poczucie głębokiej niesprawiedliwości, a co za tym idzie empatii do każdej z ofiar. Sama autorka tylko raz ujawnia swoje emocje. W reportażu o księdzu, który latami gwałcił dwunastoletnią dziewczynkę, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności. Kopińska spędza godziny na rozmowie z ofiarą (niedoszłą samobójczynią, pacjentką szpitali psychiatrycznych), by następnie udać się na mszę odprawioną przez pedofila Romana B. W rozmowie z księdzem nie boi się zadać trudnych pytań, lecz po wyjściu z kaplicy z emocji przewraca się na ulicy.

„Z nienawiści do kobiet” to osiem doskonale przedstawionych historii, które są pokłosiem rzetelnej, reporterskiej pracy wykonanej przez autorkę. Niezaprzeczalnym walorem książki jest prosty język, który trafi nie tylko do fanów reportaży śledczych, ale do każdego kto sięgnie po tę pozycję. Autorka unika patosu, nie używa górnolotnych sformułowań, żeby podkreślić dramaty swoich bohaterów. Nie gra na emocjach, lecz pozwala, aby to w umyśle i sercu czytelnika zasiało się ziarno świadomości i gniewu. Kopińska nie chce przypodobać się krytykom czy tworzyć literackiej rewolucji. Ona chce dotrzeć do czytelnika i to udaje jej się bezbłędnie.

Dż.

„Porwanie Edgara Mortary” – David I. Kertzer

„Bóg dał Kościołowi władzę i prawo odbierać ochrzczone dzieci niewiernym, by chronić w nich świętość tego, co otrzymały, i prowadzić je do życia wiecznego” – tak brzmiał jeden z argumentów przedstawionych przez Watykan, w sprawie małego Edgara Mortary. Brzmi niewiarygodnie, lecz jeszcze bardziej zaskakuje fakt, że nie tak dawno, bo zaledwie 160 lat temu, władze kościelne miały obowiązek, odebrać rodzicom każde dziecko, na którym odprawiono sakrament chrztu. W rezultacie każdy ktomiał taką ochotę, mógł zniszczyć spokój dowolnej, niekatolickiej rodziny. Wystarczyło trochę wody, odpowiednia formułka wypowiedziana przez głupią, bądź nieżyczliwą osobę i w niedługim czasie można było się spodziewać wizyty kilku strażników, którzy przemocą egzekwowali kościelne prawo. Tak też, rzecz się miała z Edgarem Mortary – sześcioletnim  żydowskim chłopcem, odebranym rodzinie przez Kościół. David I. Kertzer w swojej najnowszej książce przybliża czytelnikom tę bulwersującą sprawę.

„Porwanie Edgara Mortary” to historia, w którą ciężko uwierzyć. Bo czy możliwe jest, żeby ludzie niosący imię Boga na ustach, mogli być tak okrutni, aby odebrać matce jej ukochane dziecko? Co więcej, czy Papież może być tak nieczułą osobą, by twierdzić, że do niego należy mały Mortara i teraz to on jest jego ojcem? W Państwie Kościelnym wszystko jest możliwe, a sprawa uprowadzonego żydowskiego chłopca, to tylko jeden z obrzydliwych czynów, jakich dopuszczał się Watykan w tamtych czasach. Dzięki pracy Davida I. Kertzera czytelnik ma okazję dowiedzieć się, że getta żydowskie czy noszenie odpowiednich oznaczeń na ubraniu przez Żydów, nie były oryginalnym pomysłem Adolfa Hitlera, lecz stanowiły zapożyczenie z prawa Państwa Kościelnego. Przytaczane przez autora, przykłady oburzających praktyk i zakazów, zmuszają czytelnika do licznych refleksji, dzięki czemu lektura nabiera dodatkowego waloru.

Opowieść o rodzinie Mortarów jest tematem, który autor ciekawie przedstawił czytelnikom. Losy oszalałej z rozpaczy matki oraz ojca zdeterminowanego, aby odzyskać synka, zasmucą każdego. Spory i intelektualne dyskusje poparte mocnymi argumentami, a także wnikliwa analiza postępowania poszczególnych bohaterów, poruszą umysły i obudzą chęć znalezienia sprawiedliwego rozwiązania, niełatwej sytuacji.  Elementem nieco obniżającym przyjemność płynącą z lektury, jest mnogość włoskich nazwisk, postaci i odgrywanej przez nich roli. Po kilkunastu stronicach, zmęczony umysł, nie pamięta, kto jest stryjem, rabinem czy przyjacielem domu. Z kolei zapoznanie się kolejny raz, ze szczegółową wersją wydarzeń, przedstawioną przez następną zaangażowaną w spór osobę, jest doświadczeniem nużącym i obniżającym tempo utworu. Niemniej, „Porwanie Edgara Mortary” jest reportażem godnym uwagi, a także świetną lekcją skrywanej historii.

Dż.