„Upadek gigantów” – Ken Folett

„Upadek gigantów” to książka, w której można zatopić się jak w ciepłym masełku. Łączy w sobie najlepsze cechy powieści historycznej, sensacyjnej, obyczajowej, no i jakże by inaczej – romansu. Jej wielowątkowość, rozmach i objętość pozornie mogą wydawać się przytłaczające, lecz nic bardziej mylnego. Szybkie tempo wydarzeń sprawia, że – i tu pozwolę sobie użyć wyświechtanego i zużytego, aczkolwiek w tym przypadku bardzo trafnego sformułowania – ta historia zupełnie pochłania Czytelnika.

Bohaterami powieści są członkowie pięciu rodzin – amerykańskiej, rosyjskiej, niemieckiej, angielskiej i walijskiej, dzięki czemu mamy okazje przyjrzeć się życiorysom nakreślonym w dużej mierze przez sytuację gospodarczo-polityczną kraju, w którym się urodzili. Fakt, że bohaterowie pochodzą z różnych klasach społecznych dodatkowo poszerza powieść o nowe wymiary postrzegania ówczesnych wydarzeń historycznych. Na uznanie zasługuje również sama konstrukcja psychologiczna postaci. Ken Folett daleki jest od drobiazgowego charakteryzowania, co w tym przypadku jest absolutnie zrozumiałe. Szeroka panorama historyczna, mozaika wątków i sieci powiązań jest wystarczająco ciekawa i absorbująca, a zanurzanie się w osobowości bohaterów zupełnie zbędne. Autor wykonał skuteczny zabieg stworzenia zarysu postaci w takim stopniu, aby Czytelnik odczuł z nimi więź, a jednocześnie miał pole do indywidualnych wyobrażeń. Ponadto, wielopostaciowość i różnorodność charakterów, dają możliwość wybrania swojego ulubionego bohatera, którego losy ze szczególną uwagą będziemy śledzić do ostatniej strony. Czy będzie to brytyjska arystokratka Maud zakochana bez pamięci w niemieckim oficerze Walterze; czy może Ethel Williams walcząca o prawa kobiet; czy Grigorij o szlachetnym sercu pracujący w Zakładach Putiłowskich – możliwości jest wiele.

Cechą wspólną, większości głównych uczestników opisywanych wydarzeń, jest niezgoda, na bycie popychanym przez maszynę sterowaną siłami potężniejszymi od nich samych. Bohaterowie Kena Foletta walczą z niesprawiedliwością, dyskryminacją, ubóstwem i każdą kolejną kłodą rzuconą im pod nogi przez życie i okoliczności, w jakich przyszło im żyć. Każdy z nich próbuje odnaleźć drogę do szczęścia, lecz jak to bywa w najlepszych powieściach, nigdy nie wiadomo gdzie poniesie ich wiatr historii.

Ken Folett stworzył epicki majstersztyk, który  nie znudzi nawet najbardziej wybrednego odbiorcy. Przenosi Czytelnika w rozmaite miejsca, zaczynając od przedwojennej walijskiej kopalni, brnąc przez wojenne niemieckie i francuskie okopy, przyglądając się rosyjskiej rewolucji i narodzinom Ameryki, a kończąc na nowej, powojennej rzeczywistości. Niewątpliwie jest to podróż zapierająca dech w piersiach i jednocześnie doskonała lekcja historii. Momentami budząca skojarzenia z „Wojną i pokojem” Lwa Tołstoja oraz brytyjskim serialem „Downton Abbey”. Wątki miłosne zdecydowanie najbardziej poruszą serca i umysły Czytelników i proszę mi wierzyć, nie raz pojawi się w myślach hasło: „O rety, o rety, on ją kocha”. Podobnie zresztą jak wielokrotnie powracające – „To jest genialne! Niech ktoś nakręci serial na podstawie tej powieści!”. Tymczasem, pozostaje zapoznać się z książką i jest to opcja, o której śmiało można powiedzieć – warto!

Dż.